Kategorie: Wszystkie | artystyczne | egzystencjalne | psychologiczne
RSS
niedziela, 10 czerwca 2012
Gdzie ja jestem?

Jestem w takim miejscu.

Powieść wydana. Reakcje są. Na ogół bardzo dobre. Pracuję nad nową.

Czekam na los "podania" w sprawie pieniędzy na pisanie scenariusza.

Miłość się komplikuje. Zdrowie jeszcze jest.

pozdrawiam żywych. Pamiętam o zmarłych.

15:15, rzucilemprace
Link Komentarze (2) »
środa, 21 grudnia 2011
I to by było na tyle

Powieść oddana do... nie wiem... druku czy zamrażarki świątecznej. W każdym razie ile mogłem, tyle poprawiłem, ile mogłem, tyle doszlifowałem. Więcej nie da rady, tym bardziej że na przejrzenie ostatecznego składu miałem godzinę. Czego żałuję? Konsekwentnego radykalizmu stylistycznego, w paru miejscach odpuściłem ze strachu, że to za dużo dla czytelnika, ale i sam już byłem gdzie indziej mentalnie, więc trudno mi było  zachować tę energię. Może żal jednej postaci, trzeciorzędnej, ale lubiłem ją.

Tyle, że dzięki powyższym zmianom i "brakom" powieść jest zbalansowana, więc może i dobrze, że ich nie ma.

Poza tym to całkowicie moje, maksymalnie radykalne dzieło. Wspaniałe samopoczucie, że dalej nie mogłem  pójść, bo dalej to już nie byłbym ja. Nasyciłem opowieść filozofią, seksem, emocją, tak bardzo jak bardzo potrafiłem. Obyczajowo przekroczyłem wszystkie granicę strachu.

Nikt mi nic nie nakazał, zakazał albo odradził. Wolność, byłem wolny, byłem sobą.

W takich chwilach jestem szczęśliwy z bycia pisarzem. Piję brandy hiszpańskie, które najbardziej lubię na zimowe wieczory i słucham Straussa. Jana.  I operetki "Nietoperz". I jest wesoło, a szampan poleje się na premierze w styczniu.

00:04, rzucilemprace
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Dzień świstaka przed kompem

Myślałem, że skończyłem poprawki. Piąta rano. Trzeba spać. Na wszelki wypadek obudziłem się o ósmej, żeby się upewnić. Skołowany rzuciłem okiem na tekst poprawek. Daleko do ideału.

Znów pisanie od nowa. Skończyłem przed chwilą. Nie wiem już czy poprawiłem na lepiej czy na gorzej. Nic już nie kumam. Wysłałem do redakcji wydawnictwa. Trudno, będzie co będzie. Wezmę magnez, posiedzę w toalecie na kiblu, może przetrwam publikację i nie zwariuję.

11:13, rzucilemprace
Link Dodaj komentarz »
Przypadek i W. Benjamin

I tak trochę przez przypadek spełniłem wymaganie Waltera Benjamina, wyrażone w  "ulicy jednokierunkowej" wobec pisarza. Uważa on, że poważny autor przynajmniej raz powinien pracować nad swoim tekstem aż do rana, do bladego świtu, co dowodzi jego poświęcenia dla sztuki i pisania.

Choćby miął złapać gorączkę, delirium albo pisać rozkojarzony.

No i proszę, piąta nad ranem, kończę ostatnie poprawki... poprawek kolejnej wersji składu. Padam ze zmęczenia, jest poczucie zadowolenia, ale i niepokój, że zostały błędy, że można  by więcej i lepiej doszlifować tekst.

Poprawianie książki to zabawa bez końca.

04:48, rzucilemprace
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 grudnia 2011
Nocne i dzienne koszmary pisarza

Poszerzyć swoją wizję literacką, językową, stylistyczną - to dla mnie nocne życie umysłu autora. Koszmary które łapią za gardło uderzają w integralność autora i w jego twórcze energie:  czy w ogóle stać go na odkrycie czegoś nowego, czy potrafi zaszaleć, czy potrafi przekroczyć granice?

W dzień wychodzą spod podłogi inne zjawy, duchy, lęki. Mniej groźne z pozoru, ale rozrywające głowę na strzępy jak w chińskiej torturze - kropla po kropli. Zawężanie wizji, badanie jej logiki, badanie stylistycznej mocy tekstu, precyzowanie sensu, jakość tego co się wymyśliło w nocnym szaleństwie.

Im bardziej wnikam w tekst tym bardziej bezsensowny się wydaje, zdania się rwą, akcja nie ma sensu, bohaterowie są płascy albo sztuczni , albo i jedno i drugie.

Wystarczy, żeby udać się dobrowolnie kulturalnie na kardiologię, przypiąć się do kroplówki i czekać na zawał.

12:03, rzucilemprace
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 grudnia 2011
Język zdycha codziennie

Wgryzając się w słowa i zdania mojej powieści z lekkim przerażeniem zauważam, że większość słów w języku polskim to są niezidentyfikowane szczątki czegoś, co kiedyś może niosło znaczenie, ale już dziś jest uschłym odwłokiem po jakiejś nieznanej, wymarłej formie życia.

Spora część słów - w odmianie, w brzmieniu - przynosi skojarzenia wulgarno-seksualne, jakby tylko w tej sferze rozwijała się polszczyzna.

Odnoszę wrażenie, że nic nie da się powiedzieć w świeży sposób. Poza bluzgiem, wyrażającą, od biedy, zdegustowanie światem; tylko czy do tak "subtelnej" refleksji mamy sprowadzić rozpoznanie rzeczywistości przez literaturę?

Oczywiście może to moja wina, mojego pisania? Może to normalne dla każdego kto zbyt długo męczy się nad dobieraniem słów (na szczęście nie na tym blogu, bo bym już nie zdzierżył). Może, morze, mosze, muszę.

11:31, rzucilemprace
Link Dodaj komentarz »
Słowa umierają pod palcami

Wstukuję  tym razem na kompie a nie na wersji papierowej poprawki do pewnego fragmentu powieści. Słowa brzmią drętwo, zdania nie składają się w całość, akcja rozpada na nie związane ze sobą kawałki. Koszmar, a za chwilę publikacja. Co to za książka powstała, wolę nie myśleć, zimne dreszcze mnie przechodzą, palpitacja serca i te sprawy. Najgorsze, że nie ma nawet sensu się skarżyć, mam co chciałem, pisanie, publikowanie, powinienem się cieszyć, powinienem umieć to robić, a zdaje się, że niekoniecznie.

11:05, rzucilemprace
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 grudnia 2011
Lęk i ekstaza

Pojechałem do wydawnictwa zawieść korekty. Cała siata wydruków: bo ja robiłem poprawki na swoim egzemplarzu, a musiałem akceptować lub przynajmniej odnieść się do uwag korektorki na jej wydruku i redaktor na jego - już próbnym.

Dzień wcześniej poprawiałem powieść do północy, potem zabalowałem w Zakąskach z tancerką go-go, którą poznałem na wernisażu. Obudziłem się skacowany i rano jeszcze kończyłem poprawki, przeglądałem swoje uwagi, uwagi innych.

Zajechałem do wydawnictwa pół żywy. Dwa małe biurka zawalone książkami,  wokół regały pełne wydań angielskich i niemieckich.

Redaktor rozsunął książki, aby zrobić mi miejsce na kawę zaraz potem położył obok nową wersję umowy na nową powieść. Nawet jej nie przejrzałem (co prawda czytałem poprzednią wersję) podpisałem niemal w ciemno, po prostu nie potrafiłem się skoncentrować na niczym, byłem wyczerpany i skołowany.

Nawet nie podziękowałem za tę szansę, zwyczajnie wziąłem swój egzemplarz, schowałem luzem do torby i wyszedłem po krótkim pożegnaniu.

Sens tego co się zdarzyło dotarł do mnie dopiero po powrocie do domu. cholera, przecież mam umowę na nową powieść. Nieprawdopodobne. Ale prawdziwe. Nawet nie potrafię się cieszyć. A zaraz potem przeszył mnie totalny lęk, nie ma żartów, jaka właściwie jest powieść, która wydaję, jaka będzie nowa, czy będzie. Gdzie ja jestem, kim jestem.  chciałbym z prostotą widzieć sprawy które się dzieją. I na razie nie potrafię.

23:51, rzucilemprace
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 grudnia 2011
Dance me to the end of go-go club

Wernisaż malarstwa mojej przyjaciółki. Mistyczne kwiaty, kontemplacyjny nastrój. Pośród widzów dwie piękne dziewczyny. Jedna wysoka blondynka, druga drobna brunetka. Zerkam na nie od czasu do czasu a w końcu, gdy widzę, że ta niższa rozmawia z moim znajomym, podchodzę do nich i włączam się do dyskusji. Weronika - tak ma na imię brunetka - opowiada o Gombrowiczu, jego czarnym nurcie, nasyconym mroczną seksualnością. Chyba bardziej rozpadem i nihilizmem, poprawiam ją, ona jednak nie daje za wygraną i peroruje na temat pracy Markowskiego. Potem wtrąca coś o kodzie symbolicznym, który zabrania kobiecie eksponowania otwarcie swojej seksualności, a następnie zmienia temat i rzuca parę uwag o Agacie Bielik-Robson, nazywając ją matką falliczną, która blokuje swoją dobrocią każdą kontrowersję.

Jestem totalnie oszołomiony i nie wiem za bardzo co się do mnie mówi. Seksualność i intelekt, lubię takie połączenia.

Robi się jeszcze bardziej erotycznie, gdy podchodzi do nas wysoka blondynka - Magda - i opowiada tańcu jako najwyższym sposobie wyrażania emocji. Lekko przy tym się buja z nogi na nogę, linia jej ciała wygina się we właściwych miejscach a ja z trudem staram się w nią nie wgapywać.

W końcu pytam nowych koleżanek, czy pracują na UW czy UKSW? Czy wykładają na polonistyce czy raczej filozofii. Wszystko wydaje się możliwe.

A skąd, zaprzecza z jakąś złością Weronika. Straciłam złudzenia co do nauki. opublikowałam kilka artykułów i wystarczy. Nie jestem urzędnikiem nauki.

Czyli gdzie pracujesz?

W strip-barze.

Słucham?

Dobrze słyszysz, jestem tancerką... streaptizerką.

Tu Weronika zaczyna wielki wykład o tym, że woli tworzyć autentyczny show, pełen pasji i ekstazy przed facetami niż odwalać chałturę w balecie w Teatrze Wielkim albo w zespole flamenco. Im dłużej mówi, tym bardziej wścieka się na niezrozumienie społeczne jej pasji, tego, że tancerka go-go nie ma nic wspólnego z seksem za pieniądze albo porno, że to wszystko jest nie tak, nie tak jak myślą ludzie.

Rozmawiamy jeszcze dłużej, w końcu Magda zamawia taksówkę, czas iść do pracy.

Weronika zostaje, ona nie musisz iść dziś do roboty. Śmieje się z Magdy: ona jest taka mloda, nawet nie zauważy jak minie parę lat, minie młodość, zestarzeje się.

To ile ty masz lat? Dziwię się słuchająć jej depresyjnych wyznań o niszczącym wpływie czasu, rówocześnie wpatrując w jej twarz i przeliczając zmarszczki na lata.

- 28.

- To chyba jeszcze daleko do starości.

Jednym haustem wypity kieliszek wina służy za całą odpowiedź.

***

Gdybym zobaczył taką rozmowę w filmie, przeczytał w książce uznałbym za nieświeże, nieprzekonywujące odbicie starej idei "świętej prostytutki"  w wersji "nadinteligentniej tancerki go-go". Tymczasem to real.

Dance me to the end (of opening hours) of go-go club.

 

12:25, rzucilemprace
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2011
Odrodzenie polski nareszcie

Celtycki krzyż i zakaz pedałowania jako sposób na odrodzenie Polski?

To co to za kryzys?

Czyżbyśmy uchodzili za Mazurów, którzy chcą się oderwać od Prus Wschodnich? Albo za Wietnam w którym rower uchodzi za najlepszy środek lokomocji?

Czy w odrodzenie Polski zamieszane jest lobby krzyżackie czy samochodowe?

Ech trudno silić się na dowcip w sytuacji tak poważnego kryzysu. 

15:13, rzucilemprace
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 63