|
Blog > Komentarze do wpisu
Słodki Hołownia; apel do rodaków
Szymon Hołownia napisał w "Newsweeku" list, w którym opisuje dojmujące poczucie wstydu. Wstyd mu za tych, co zbesztali Monikę Olejnik że jakoby zabiła prezydenta, ale i za manifestanów protestujących przeciwko umieszczeniu trumny Kaczyńskiego na Wawelu. Bo przecież to wzruszające, że jego brat tak walczy o miejsce w historii dla Lecha. Za dziennikarzy wstyd, bo pokazali ciało prezydenta, za cztelników, że je oglądali. Autor patrzy na świat z wyższej perspektywy, ponad chmurami, ponad tłumami. Wie, gdzie przebiega granica między dobrem i złem, między wstydem i bezwstydem. Holownia nie zauważa przy tym, że myśli Mickiewiczem, odgrzewa stary schemat mesjański: "Nasz naród jak lawa, Dziennikarz czuje, wie, domyśla się, że jest jakaś dobra, nieskażona część społeczeństwa. Jakiś rdzeń duchowy, rdzeń przyzwoitości. On jest prawdziwa, cała reszta to jakaś okropna fikcja. Tylko kim by miała być ta część społeczeństwa? Co to za twór dziwny, część narodu ukryta pod lawą, pozbawiona konfliktującego etosu, idei, przekonań? Jak się zastanowić, tacy ludzie to jakieś bezmyślne automaty do wykonywania prac zleconych na rzecz społeczeństwa. W nic nie wierzą, nie mają żadnych przekonań - bo przecież to by zaraz zbrudziło głębię odpadkami "suchej i plugawej" lawy przekonań. Czy potrzebna nam wiara w "naród ukryty"? W czasach walki podziemnej, konspiratorzy pocieszają się, że choć tego może nie widać w życiu codziennym, w gruncie rzeczy, społeczeństwo ich popiera, stoi za nimi murem. Inaczej po co walczyć? I dla kogo? A dzisiaj? Potrzeba wiary w mistyczną ukrytę Polskę? Wątpię. To tylko zaciemnia realne napięcia sił w sferze publicznej. Nie dajmy się zwariować: nie ma po co szukać zmitologizowanej jedności. Nie ma czym się jednać. Bo też nie chodzi o jedność, ale o cywilizowany konflikt. Ujawnianie go, za każdym razem, gdy jest taka potrzeba. Ścieranie się jest O.K.. Byle w zgodzie z regułami prawnymi i pod kontrolą medialną i społeczną. Utopia porządku społecznego jako milczenia, bezkonfliktowej ciszy to iluzja; zbędna iluzja. Niech żyje walka polityczna! I uśmiech na ulicy. żeby dotrzeć na ring bez wcześniejszych obrażeń.
czwartek, 15 kwietnia 2010, rzucilemprace
|
|
a tu male obliczenie : od chwili odzyskania niepodleglosci 11.listopada 1918 roku do 17 wrzesnia 1939 roku ( dzien inwazji armi czerwonej na wschodnie granice polski) mija dokladnie tyle samo dni , 7615 co od wyborow 4 czerwca 1989 roku do dnia katastrofy pod smolenskiem.
www.jeziorki.blogspot.com/
zaczynamy sie bac?